poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Grzegorz Mirosław " Oszast"

Są miejsca, do których człowiek nie powinien wchodzić. Nie dlatego, że zabrania mu prawo. Nie dlatego, że brakuje mu odwagi. Ale dlatego, że coś w środku — jakiś pierwotny instynkt, zakopany głęboko pod warstwami cywilizacji , mówi mu cicho: zawróć.

Oszast jest właśnie takim miejscem.

Jan Stelmach tego nie wiedział. Albo wiedział, ale zignorował. Zabrał żonę, zabrał kilkumiesięczną córeczkę i pojechał w Beskidy. Urlop, góry, świeże powietrze. Nic, co mogłoby pójść źle.

A potem nadeszła burza.

Obudził się na pustej drodze. Sam. Zakrwawiony. Z głową ciężką jak kamień i dziurą w pamięci, przez którą przeciągał zimny wiatr. Żony nie było. Dziecka nie było. W porzuconym samochodzie leżał obcy mężczyzna z poderżniętym gardłem, a beskidzki las stał nieruchomo dookoła — cichy, ciemny, obojętny.

Las zawsze jest obojętny. To jego największa broń.

Policja przyjechała szybko. Pytania padały jedno za drugim. Gdzie byłeś? Co pamiętasz? Skąd ta krew? Jan nie miał odpowiedzi. Miał tylko pustkę tam, gdzie powinny być wspomnienia, i rosnące poczucie, że coś bardzo złego wydarzyło się tej nocy. Czegoś, czego być może lepiej nie pamiętać.

Ale prawda nie pyta czy jesteś gotowy. Przychodzi sama.

Śledztwo prowadzi coraz głębiej w serce Oszastu — najbardziej odludnego zakątka Beskidu Żywieckiego, gdzie szlaki się urywają i zaczyna się coś innego. Coś bez nazwy. Miejscowi wiedzą. Nie mówią, ale wiedzą. Są tu zwyczaje starsze niż jakiekolwiek prawo, tradycje przekazywane szeptem z pokolenia na pokolenie, historie, których nikt nie zapisał — bo nikt nie chciał, żeby przetrwały.

A jednak przetrwały. Dwieście lat. I mają się dobrze.

Grzegorz Mirosław nie straszy tak jak straszą inni. Nie rzuca ci potworów przed oczy, nie zalewa krwią każdej strony. On robi coś trudniejszego i znacznie skuteczniejszego — buduje atmosferę. Powoli, cierpliwie, z chirurgiczną precyzją. Każdy rozdział dokłada kolejną warstwę ciemności. Każde zdanie zaciska pętlę odrobinę mocniej. I w pewnym momencie orientujesz się, że siedzisz z książką w rękach, a za oknem dawno zrobiła się noc — i jakoś nie masz ochoty wstawać, żeby zaciągnąć zasłony.

Bo co jeśli coś patrzy z ciemności?

To jest właśnie magia Oszastu. Nie horror krzyku i chaosu. Horror ciszy. Horror rzeczy, których nie widać, ale które czujesz — na karku, między łopatkami, gdzieś na granicy świadomości. Beskidzki las żyje tu własnym życiem, oddycha własnym rytmem, a człowiek jest w nim tylko gościem. Intruzem. Kimś, kto wszedł za głęboko i nie bardzo wie już jak wyjść.

Czytasz latem. Drżysz jak w środku stycznia.

I długo po ostatniej stronie — zanim zaśniesz — przez chwilę nasłuchujesz.

Czy za oknem nie szeleszczą gałęzie. 🖤

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Piotr Kościelny. Komisarz Sikora.Tom 1

Są książki, które czytasz z przyjemnością. Są takie, które czytasz z ciekawością. A potem jest Łowca — książka, którą czytasz z ciężarem w ...